Nie trzeba od razu kupować nasion gotowych w torebeczkach, wystarczy kupić dane warzywo w sklepie na zjedzenie i wyciągnąć z niego najpierw nasiona przed konsumpcją.
Opiszę tu jak sam to robiłem. W taki sposób pozyskałem nasiona papryki czerwonej słodkiej, pomidorów koktajlowych i rozmnożyłem tak czosnek.
A wystarczy tylko wyciągnąć nasiona z danego warzywa, zostawić je na jakimś spodku (albo papierze) do przeschnięcia i VOILA! Można siać.
Papryka z nasionka, które rok wcześniej wziąłem z kupionej papryki
Polecam każdemu kto nie ma własnej ziemi i nie ma warunków do hodowania w doniczce.
Na samym wstępie tylko przybliżę co to jest, a potem opiszę co sam robiłem.
Ale na samym początku Zdaj sobie sprawę z tego, że wyhodowane warzywa (i tym podobne) nie są na Twojej ziemi. Nie są podpisane przez Ciebie.
Co to jest? To zwyczajnie hodowane roślin na „bezpańskiej” ziemi. Obok jakiegoś słupa z prądem, coś takiego. Niech przykładem będą dynie. Siejesz taką, potem podlewasz, a jak wyrośnie to ją zbierasz i konsumujesz. A jak ktoś Ci ją zabierze? To trudno, sposób na to dam później.
Jak się do tego zabierałem.
Wyrośnięty krzak z kartofla/ziemniaka/pyry z usypanej rok wcześniej kupki ściętych roślin
Zwykle siałem na jakiś piaskach. No mało fajna gleba i do tego podlewanie mało daje. A żeby było fajnie wystarczy najpierw położyć grubą warstwę ściętych roślin. Co to daje? Po pierwsze takie rośliny zatrzymują wilgoć, a po drugie takie ścięte rośliny z czasem zamieniają się w ziemię. Po trzecie takie rośliny oddają substancje odżywcze (jakie zabrały) tym samym odżywiając nowe rośliny. To chyba z permakultury, chociaż ręki za tę informację nie dam sobie uciąć.
Jak chcesz sam zobaczyć jak to działa to proponuję usypanie kopczyka z jakiejś trawy albo słomy i zagrzebanie w nim ziemniaka. Potem to podlej i zostaw aż do wyrośnięcia nowych.
A teraz najłatwiejsza część! Zostawiałem to wszystko do zbiorów. Serio, nie miałem zamiaru tracić czasu na doglądanie tego.
A jak się ustrzec przed zabraniem wszystkiego przez kogoś obcego? Zwyczajnie hodowałem w różnych miejscach. Jakby jedno „poległo” to były inne. Mała strata.
I na sam koniec Słoma/trawa i inne „miękkie” rozkładają się w miarę szybko. Gałęzie „twarde” rozkladają się długo.
Za II WŚ wykorzystywano nawet parki do hodowania jedzenia – w tej książce po raz pierwszy o tym przeczytałem